Strona główna Nasze opowiadania
Umówiłem się z nią na dziewiątą
Wpisany przez Teresa, Warszawa   
piątek, 08 listopada 2013 20:44

Władek Konarski obudził się z przyjemną myślą, która nieustannie kołatała mu się po głowie. Wszystko zdawało się śpiewać "Dzisiaj zobaczę Rudą". Podszedł do lustra i zamiast lekko zaniedbanego dwudziestosześcioletniego mężczyzny zobaczył wariata. Uznał tak, ponieważ w oczach miał ten sam obłęd co Guzik. "Zwariowałem, ale od niej można zwariować" - pomyślał. Sam nie wiedząc kiedy zaczął wesoło pogwizdywać, a nawet wykonał jakiś pokraczny taniec radości.

Trzeba by się jakoś przygotować. Tylko: Czy powinien wypastować tylko buty czy także skórzaną kurtkę, przecież i to skóra i to? Czy ogolić się w domu czy pójść do fryzjera? No i gdzie kapitanowa Walewska trzyma pastę do butów...

Władek rzucił się do wiklinowego koszyczka, i zaczął przeglądać rozmaite sznurówki, tasiemki, gąbeczki i szczotki. Nagle jego wzrok padł na znajome (ogólnie tylko z tego że stały u nich w domu, ale..) pudełeczka. Dwa. Po odkryciu wieczek (ubrudził tylko dwa palce ! ..I serwetę) okazało się, że jedno zawiera czarną, a drugie brązową pastę. Rozwiązanie znalazł po chwili. Czysta logika. Czarne buty, czarną pastą. Brązową kurtkę , brązową pastą. Teraz tylko gąbeczka, na nią pasta i ..... no właśnie, a co dalej ? Na tym kończyła się jego umiejętność pastowania. Ale to nie mogło być takie trudne, skoro Michał pastował buty codziennie, Bronek też. Więc gąbka na but i już. O, proszę, co jak co, ale pastowanie to Właduniowi wychodziło. Teraz w butach można było się przejrzeć. Prawie. Bo o tych paru kłaczkach, co się przyczepiły nie warto wspominać. Dobrze, dalej. Hmmmm... Kurtka. No to już z górki, wypastuje się jak buty. Ledwo zaczął wkładać brązowo-burą pastę, na korytarzu rozległo się pukanie.

-Tak? - spytał podchodząc do drzwi i jednocześnie chwytając colta.

-To ja Władziu - rozległ się głos Guzika.

-Aha - otworzył drzwi odkładając broń.

-Uuuu - gwizdnął Michał.

-Co, co, co?

-Kobieta - ocenił fachowo brat, wpychając się do sypialni. Tam na łóżku leżała kurtka jego starszego brata, upaćkana jakąś brązową breją. Gdy zobaczył obok puste pudełeczko po farbie, ostatni element układanki wskoczył na miejsce. Władzio był zakochany. Była to taka szokująca wiadomość , że ledwo powstrzymał się od zadania mu zwykłego pytania "Która?"

-Idź - mruknął do brata podając mu lekko tylko wytartą kurtę wyjętą z szafy. Dobrze że, siostra Józefa dała im po dwie.

-Gdzie?

-Do niej...

-A, do łączniczki  - Władek udał olśnienie.

-Łączniczki, .... ha ha

-No tak a co?

-Idź już lepiej.

Cholera, czy to aż tak widać? Michał przejrzał go od razu, ale to Guzik, miał doświadczenie. No więc buty wypastowane, ogolony ale ... czy dziewczynom nie daje się tych tam ... kwiatów? O, proszę jaki świetny pomysł ! Wytłumaczy to się kamuflażem... Tu zaraz na Złotej jest kwiaciarnia. Pamiętał o tym tylko dlatego, że była tam kiedyś skrzynka. No więc, kwiaciarnia. Tylko jakie kwiaty. Znał tylko, te no ... róże. Kupił więc bukiet białych, lekko zwiędniętych róż. Z czerwoną wstążką.

Idąc z bukietem kwiatów przypominał sobie Rudą. Jej czarne loki, opadające na bladoniebieską sukienkę, lekko figlarne spojrzenie, kpiący uśmieszek i ciepły dotyk jej dłoni, gdy dawała mu karteczkę z rozkazami.

Doszedł na umówione miejsce. Była tam, była! Patrzył na nią chyba za długo, bo spojrzała na niego dziwnie i spytała.

- Jestem gdzieś brudna? Tu ma pan rozkazy. Spotykamy się za tydzień o dziewiątej. A ,i mam pytanie, dla kogo te kwiaty?

-Kwiaty? - o czym ona mówiła.

-No, róże..

-A, są dla pani..

-Dziękuję - odwróciła się i odeszła, rozpływając się w tłumie. Idealna konspiratorka.

A on stał tam jak kołek, łamiąc wszystkie zasady. Po głowie kołatała mu się wesoła myśl. " Zobaczę ją za tydzień! O, dziewiątej!"

 
Chwile szczęścia...
Wpisany przez Weronika, Tarnów   
czwartek, 07 listopada 2013 18:25

Kobieta w czarnej kurteczce, a za nią mały chłopczyk. Pieszo wracają, do położonego na obrzeżach Warszawy malutkiego domu. Ona niepewnym krokiem, a maluch w podskokach. Niektórzy się im przyglądają, inni pytają tylko ,,Widziałeś kiedykolwiek tego malca z ojcem???,. Często odpowiedź była krótka ,,NIE,, a niekiedy dłuższa, ale ledwo słyszalna. Plotki były różne: wyjechał i nie wie, że ma dziecko, zostawił tą biedną kobietę, lub po prostu znalazł sobie inną. Tylko ona wiedziała prawdę. No i wliczając jej przyjaciół.

Tak to była ona, ale już nie ta sama, pewna siebie kobieta. Teraz bardzo często płakała i jej oczy były często rozmazane. Malec gdy tylko słyszał ciche pochlipywanie od razu leciał do kuchni i pytał:

- Mamusiu czemu znowu płaczesz?

A gdy nie otrzymywał odpowiedzi, siadał jej na kolanach i wtulony znowu zadawał pytanie:

- Tata nie wróci do nas prawda?

To małe dziecko miało na imię Jaś. Tak. Po ojcu. Kiedy pierwszy raz zobaczył grób swojego taty, wciąż zastanawiało go, co tak naprawdę się tam wtedy stało. Mama zawsze tylko rozpoczynała zdanie, ale nigdy go nie dokończyła. ,,Widzisz Jasieńku była wojna i..,, wtedy zawsze uświadamiał sobie, że nie powinien był o to pytać. Dzisiaj było inaczej niż zwykle. Mama przyszła po niego do szkoły, później poszli do sklepu i wracali do domu inną drogą niż zwykle. Jaś nie znał tej drogi. Myślał, że idą tam gdzie zawsze po szkole chodził. Na cmentarz. Tylko tam mógł opowiedzieć wszystkie swoje problemy. Jak na spowiedzi! Nigdy jednak nie poruszał tego, co widział wiele razy wieczorem. Tego smutku i łez swojej mamy.

- Dlaczego nie idziemy tą samą ścieżką co zawsze? - zapytał malec.

Lena otarła łezkę i znowu popatrzyła, tym wzrokiem którego Jaś nie lubił.

- Ciocia Wiktoria poprosiła, żebym do niej przyszła. Muszę z nią porozmawiać, a ty przecież lubisz się bawić z Łucją.

Tak. Mała ukochana córeczka Wiktorii i Władka. Czego tylko nie chce to ma. Ale jest ładna, uczynna i bardzo utalentowana. Zawsze ma na sobie sukienkę i jakieś ładne pantofelki. I pomyśleć, że ma oboje rodziców, a jej ojciec tak wiele przeszedł... Najpierw Pawiak, później choroba... A matkę tak kochał... Zwykle bywał z Łucją mimo, że nie widział jej, ani w pierwszym roku po urodzeniu, ani w drugim i mógł ją sobie tylko wyobrazić, a to było bardzo trudne... Kiedy ujrzał ją po raz pierwszy, płakał.. czemu się właściwie dziwić ... była do niego tak podobna....

Kiedy Wiktoria dowiedziała się, że będzie miała dziecko, powiedziała o tym tylko Lenie. Ta nigdy nie wyjawiła jej tajemnic, a Wiktoria odpłacała się za to jej pomocą w uporaniu się ze smutkiem, mimo, że wcale nie było jej przy Lenie, kiedy straciła swojego ukochanego "żołnierza".

Lena, wciąż pamiętała ten dzień gdy Janek został zastrzelony na oczach jej, Bronka i Jasia. Nie było jej łatwo w te pierwsze dni. A przecież zostały dwa dni, dwa dni do wolności, której nie wykorzystała...

*

*

*

Mały chłopczyk patrząc z perspektywy matki był dla niej wszystkim. Od kiedy nie mieszkają w Warszawie, zaczął normalnie chodzić do szkoły i uczyć się. Nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego nie uczą w szkołach o tym, co stało się kilka lat temu. Wiedział tylko tyle, co mówiła mu mama: BYŁO CIĘŻKO... On chciał jednak wiedzieć więcej. Odziedziczył talent po tacie. Prześlicznie rysował. Cały jego pokój był zaprojektowany przez niego. Niech by tylko mama próbowała coś zmienić, przestawić, a nawet przesunąć... Jednak ona nigdy tego nie proponowała. Jego pokój był jedynym miejscem, w którym tak naprawdę mogła się wypłakać. Po co wysyłałaby go do szkoły? Żeby się uczył jakiś bzdur? Mogła go tego sama nauczyć. Wysyłała go, żeby mieć choć chwilkę spokoju, dosłownie te kilka godzin, bo później i tak szła do pracy. Rzadko widywała się z przyjaciółmi, ponieważ Michał z Celiną byli w Monachium, a Wanda i Bronek wyjechali do Anglii i wychowywali tam śliczną córeczkę. Podobnie potoczyły się też losy Wiktorii i Władka. Mają córkę Łucję jednak to właśnie z nimi Lena utrzymywała najlepszy kontakt. Czemuż się właściwie dziwić, mieszkali parę domów od niej z matką Władka. Od kiedy pani Maria zaczęła chorować, Władek postanowił się nią opiekować .Wiktoria nie miała nic przeciwko. Przecież, gdyby nie ona, jej już by tutaj nie było. Pani Maria bardzo ciężko przeżyła śmierć Otta, który został zastrzelony za to, że był z pochodzenia Niemcem. Lena wiedziała co ona czuła. Przecież kilka lat wcześniej straciła Janka, któremu oddała się w całości. Tak go kochała, że nie mogła przestać o nim myśleć. Chcąc nie chcąc, chodziła codziennie na jego grób i kładła nowe kwiaty. Nie mogła się z tym pogodzić, że go już z nią nie ma....

 

Święta Wielkiej Nocy były coraz bliżej. W sklepach, aż roiło się od kolorowych pisanek, króliczków i cukrowych baranków które cieszyły dzieci.. W domu Konarskich nie było rarytasów, ale atmosfera jaka tam panowała wystarczyłaby, aby rozbawić całe wojsko.. Mała Łucja była rozpieszczana przez rodziców, bo jak to mówili wszyscy, była cudem.. Zresztą to, że Ruda wciąż żyła też było rzeczą nadzwyczajną.. Zaraz po tym jak wyszła z postrzału, wpadła w sklepie w którym jakiś handlarz sprzedawał nielegalny towar. Chociaż ona nic nie zrobiła dla ludzi z UB, była przestępcą. Oczywiście zachowała imię, ale od kiedy była z Władkiem szczęśliwym małżeństwem, to nazwisko miała inne niż dotychczas. Była teraz młodą panią Konarską i pierwszą synową pani Marii. To chyba tylko to, uratowało ją od rozstrzelania jednak nie można zaprzeczyć, że wtedy na Pawiaku mocno oberwała. Co prawda to już nie był Pawiak, mimo że, to samo miejsce i ten sam budynek. Budziło jednak ten sam strach i smutek. Tyle ludzi ile tam zginęło, nie było do zliczenia. Prawie nikt stamtąd nie wychodził. Ona była tam za nic. Spędziła tam dwa dni zanim zrozumieli swój błąd i wypuścili ją ledwo trzymającą się na nogach. Jak się później okazało, była w trzecim miesiącu ciąży, której resztę przeleżała w łóżku trzymając rękę Władka. Siedział przy niej dzień i noc. Wyjątek stanowiła choroba matki, która znaczyła dla niego bardzo dużo. To ona opiekowała się i nim, i Rudą, kiedy tylko była taka potrzeba.

Władek mógł patrzyć godzinami, jak jego córeczka się bawi, opiekuje się lalkami. Jednak to Wiktoria, była jego największą miłością. Nie wyobrażał sobie bez niej życia. Do tej pory pamięta ich pierwsze spotkanie, wspólne żarty oraz randkę. Wciąż miał przed oczami jej przesłuchanie na Szucha. Ile ona się przez niego wycierpiała- te myśli nie dawały mu spokoju. Teraz kiedy byli szczęśliwymi rodzicami, nie wyobrażał sobie innego życia. Już to, które mieli teraz było ciężkie, a co dopiero... Wolał nie wypowiadać tego słowa. Wspomnienia przerwał mu krzyk córeczki.

- Tato! Liścik od wujka Michała!- krzyknęła sepleniąc. Władek zerwał się z krzesła. Od dawna nie dostali żadnych wieści od Michała. To co zobaczył po otworzeniu koperty:

Zaproszenie

Pragniemy bardzo gorąco zaprosić państwa Władysława i Wiktorię Konarskich z córeczką na uroczystość zaślubin którą zamierzają zawrzeć Michał Konarski i Celina w dniu 20.06.1946r. o godzinie 12.00 w kościele Św. Anny w Warszawie. Państwo młodzi serdecznie zapraszają wyżej wymienionych.

To nie były żarty, jak na początku myślał. Było to bardzo dziwne. Ślub w Warszawie? Przecież oni są w Monachium!

- Kochanie Michał napisał?- zapytała z pokoju Ruda.

- Napisał, napisał ale nie wiem czy chcesz wiedzieć co napisał..- zadrwił. Ruda wstała z krzesła, na którym własnoręcznie wyszywała nowe serwetki na święta. Po przeczytaniu listu uśmiechnęła się.

- To na prawdę od niego? Żartujesz sobie ze mnie?- zapytała, ale Władek pokręcił głową.-Nie wierzę! Twój brat się żeni!

 

* * * * *

 
<< pierwsza < poprzednia 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 następna > ostatnia >>

Strona 19 z 27

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze