Strona główna Nasze opowiadania
Konarscy walczą do końca
Wpisany przez Teresa, Brwinów   
poniedziałek, 27 stycznia 2014 20:35

Zimny podmuch, przedarł się przez zamknięte drzwi, poszybował przez zamkniętą na cztery spusty piwnicę, chuchnął chłodnym oddechem w mieszkanie państwa Biernackich, by na koniec zakończyć swą podróż w i tak już chłodnawej kuchni rodziny Konarskich. Gdy tylko tam dotarł, nawet jego ogarnęła domowa i ciepła atmosfera panująca w tym domu. Przy stole siedziały dwie kobiety - młoda, ale już trochę zmęczona życiem kobieta, oraz starsza pani o dobrotliwym a jednocześnie zawziętym wyrazem twarzy. Rozmawiały. Przyciszonymi głosami, opowiadały o tym co dziś robiły. Ani na moment nie przerywały swojej pracy. Młoda, kobieta zwana Wiktorią, zagniatała jasne, puszyste ciasto, pewnie na szarlotkę ponieważ starsza pani - Maria, obierała zielono-czerwone jabłka, jej ręce poruszały się równo, precyzyjnie pozbawiały kolejne jabłka lśniących skórek. Bez trudu dało się dostrzec że Wiktoria o zagadkowej twarzy, spodziewa się dziecka, była to jednak po pierwsze doświadczona już matka małej Karolinki, a po drugie była to po prostu szalenie dzielna osoba. W dodatku zawsze mogła liczyć na swoją teściową, dr. Marię.

Nagle drzwi zaskrzypiały a do środka wdarł się lodowaty wiatr. Obie kobiety wstały, i przeszły do przedpokoju, gdzie stał zaśnieżony, uśmiechnięty mężczyzna. W ręku dzierżył liczne pakunki, a o nogę oparł sobie choinkę. Rozbawiona Wiktoria, spytała się go skąd wynalazł drzewko, jednak on uśmiechnął się zagadkowo i mruknął pod nosem że wszystkie choinki pochodzą z lasu. Ich rozbawione głosy, zwabiły do pokoju małą Karolinkę, ubraną już w białą koszulę nocną, oraz trzymającą w ręku pluszowego misia. Dziewczynka przyszła na świat parę miesięcy po odbiciu Rudej z więzienia, kobieta przez resztę ciąży musiała leżeć, więc leżała i prosiła Boga oraz swoje małe dziecko w brzuchu, żeby wytrzymało. I udało się. Władek Konarski kochał nad życie swoją małą córeczkę, jej nienarodzone jeszcze rodzeństwo a jeszcze bardziej kochał swoja żonę, nie mógł sobie wybaczyć tych dni wtedy, na Szucha, gdy tak katowali jego żonę. Zacisnął zęby, i uśmiechnął się do Karolinki, przytulił ją oraz nakazał by wróciła do łóżka. Zazwyczaj zadziorna dziewczynka, zrobiła to dzisiaj natychmiast. Powodem było wpojone przez babcię przeświadczenie że Mikołaj przychodzi tylko do grzecznych i dobrze ułożonych dziewczynek. Maria cichutko wróciła do swojej pracy, była bowiem wychowana według zasady że wszystko co się zaczęło należy i skończyć. Natomiast młodzi państwo Konarscy, po rytualnym pocałunku, udali się po prostu spać, mimo że "Ruda" wyrażała pewną chęć skończenia szarlotki, a Władek spróbowania wigilijnych przysmaków. 

Zima była w tym roku imponująca. W powietrzu wirowały płatki śniegu, a stawy oraz jeziora pozamarzały tworząc ogromne lodowiska. Warszawa była cała zaśnieżona, jednak Wiktorii to nie przeszkadzało, od dziecka lubiła śnieg. Teraz też wolno szła przez zaśnieżoną ulicę Złotą, a lodowate podmuchy rozwiewały jej lśniące brązowe włosy. Było cudownie, Ruda czuła że mogłaby godzinami wpatrywać się w jej ukochane miasto zimą. Ale dziś naprawdę nie miała na to czasu. Zezłoszczona na samą siebie, przyśpieszyła kroku. W skostniałych z chłodu rękach dzierżyła torbę z ostatnimi zakupami. Miały jeszcze z doktor Marią, sporo roboty, i musiały się pośpieszyć ponieważ do Wigilii zostało już tylko parę godzin. Cała nadzieja w Lenie. Na Wigilii mieli być tak zwani "Guzikowie" czyli Michał, Lenka i Jaś, oraz Bronek. Nikt więcej już nie został. Celina i Janek zginęli, Wanda również. Ruda nie spostrzegła kiedy zaczęła płakać, tyle zostało z ich marzeń, życia, walki. Tyle zostało z całego jej świata. Dobrze że przynajmniej Władek. Co by zrobiła gdyby coś mu się stało?

Ciepły płomień świecy, oświetlił świątecznie nakryty stół. Było ciepło, cicho i spokojnie. Uroczysta atmosfera udzielił się chyba nawet wiatrom ponieważ, dzisiaj pierwszy raz od paru dni, nie było śnieżnej zawiei. Władek stał przy oknie, co zdarzało mu się bardzo rzadko, ponieważ jako urodzony żołnierz miał nieustanną potrzebę działania. Ale dziś czekał na brata i Bronka. Miło będzie powspominać dawne czasy, oczywiście dopiero wtedy gdy maluchy pójdą spać. W sumie Jaś nie był już taki mały, i strasznie przypominał ojca. Te samo spojrzenie, krok, gesty, odziedziczył po nim niemalże wszystko. Nagle w drzwiach stanął Bronek, ciekawe jak on u licha zdołał przejść niezauważony? Przecież Władek czuwał. Woyciechowski, uśmiechnął się jakby na przymus do Karolinki, bez słowa przytulił Rudą oraz przywitał się z Władkiem i dr. Marią. Potem siadł w fotelu i zatopił się w swoim własnym świecie. W wspomnieniach z czasów gdy żyła Wanda. Zaraz jednak w drzwiach stanął młodszy Konarski wiodąc za rękę Jasia, a za nim szła rozpromieniona Lenka, trzymająca półmisek z karpiem. Guzikowie wprowadzili do mieszkania radość, a ich żarty rozbawiły nawet zasępionego hrabiego. Zaraz też Jasio zaczął bawi się z Karolinką, a dorośli rozmawiać. Lena, Ruda i Maria zniknęły w kuchni aby skończyć podawać do stołu.

Wigilia trwała w najlepsze. Dzieci usadzono na jednym z krańców stołu aby dorośli w spokoju mogli powspominać. W pewnym momencie Maria wstała, wszyscy umilkili ponieważ było widać że kobieta chce coś powiedzieć. Lekarka odezwała się spokojnym głosem.
- Dzisiaj Wigilia, dzin wyjątkowy, świąteczny, długo wyczekiwany. Pomyślmy chwilę o tych których nie ma z nami, już nie ma albo jeszcze nie ma. Co by nam chcieli przekazać, powiedzieć. Jakich rad udzielić?

Przy stole zapadła cisza. Maria usiadła i pomyślała o Czesławie, o jego dobrotliwym uśmiechu i wielkim honorze, a potem o Otto, o jego poświęceniu, miłości. Ruda wspomniała w myślach swojego ojca i matkę, pomyślała o swoim małym bezbronnym dziecku, które dopiero za miesiąc ujrzy światło dzienne. Władek i Guzik przypomnieli sobie tatę, wspólne zabawy, szkolenie w Anglii. Michał i Lena ścisnęli sobie ręce pod stołem myśląc o Janku i Celinie, co by powiedzieli gdyby widzieli ich razem? Uroczystą chwilę przerwał Jaś przewracając dzbanek z kompotem i jednocześnie oblewając siebie i Karolinkę. Mamy zaraz rzuciły się napominać, pocieszać, żartować i przebierać dzieci, a Władek, Guzik i Bronek wspominać dawne dzieje. W tym ostatnim bardzo wtórowała im Ruda, która przecież towarzyszyła chłopakom w wielu akcjach. 

Maria położyła dzieci spać, bardzo kochała zarówno Karolinę jak i Janka, uważała wręcz chłopca za swojego wnuka. Lenka i Ruda, sprzątały ze stołu nie przestając rozmawiać ani na chwilę. A mężczyźni wynieśli się do sąsiedniego pokoju by " spokojnie porozmawiać, bez kobiecych ploteczek " jak to wyjaśnił Michał. W mieszkaniu było cicho i spokojnie. Lena wyszła na chwilkę z kuchni. Wtem usłyszała krzyk Rudej. Wbiegła do kuchni i zobaczyła przyjaciółkę leżącą na podłodze. Do pomieszczenia wbiegła Maria, bracia Konarscy oraz Bronek.

Przez ciemne opary mgły, wydobyła się zatroskana a wręcz przerażona twarz Władka, a zaraz potem zagniewana - Michała. Zaraz też ten pierwszy zaczął się pytać jak się czuje, a ten drugi gadać o tym że powinna się oszczędzać. Wreszcie obu braci uciszyła dr. Maria mówiąc że Wiktoria powinna teraz wypocząć. Oboje spełnili polecenie matki, kłócić się zaczęli dopiero na korytarzu, jednak Ruda i tak wszystko słyszała. Guzik tłumaczył Władkowi, że ona musi choc trochę zwolnić. Natomiast jej mąż tłumaczył się że " to żołnierz, ona nie usiedzi w miejscu dziergając na drutach". Po chwili do kłócących się dołączyła ich matka. Przez jej twarz przebiegło olśnienie. Zaraz tez spytała się młodszego syna.
- Michał, a ty dostałeś tę pracę w szpitalu?
-Tak mamuś, chcieliśmy ci z Lenką powiedzieć ale....
- Ojj, to wspaniale! Długo o to walczyłeś!
- Tak, ale Konarscy walczą do końca. - podsumował Władek.

 

 
Do Polski!
Wpisany przez Teresa, Brwinów   
poniedziałek, 27 stycznia 2014 20:34

Przeskok, usta, cięcie, ucieczka, przeskok, usta, cięcie, ucieczka, przeskok...

Janek nie dawał rady, usta i cięcie były jak tu mówili " ok" , ale przeskok przez parometrową ścianę , i długa ucieczka były ponad jego siły ... I jeszcze tan język , dziwaczny pełen różnych zasad . Opanował tylko " go ", "stop " i " ok ". Michał , zabawny dzieciak naprawdę, śmiał się z niego , no , ale on mówił po angielsku jak ... anglik. Ale na szczęście nie tylko on miał problemy z angielskim, był jeszcze Władek , brat tego Michała, ulubieniec trenera Bobby ' ego , zawodowy bokser , żołnierz, trochę ponurak .. Ale on też nie rozumiał nic w tym języku, a jego próby nauki kończyły się .... no cóż .Z Michałem trzymał hrabia , Bronek Woyciechowski , miał nianię angielkę więc brali go za Anglika. Prawda była taka , że tylko on nie umiał pokonać tego Małpiego Gaju , czy jak to tam było ... Jedyna pociecha w tym , że z fałszowania, czytania map i innych teorii jakoś  sobie radził . No i miał wspomnienia , na te długie godziny siedzenia w bezruchu na ćwiczeniach z tropienia , mógł myśleć o niej , o ślicznej , jak z obrazka Lence Sajkowskiej, tak tylko wtedy czuł się zwycięzcą, bo ją zdobył . On biedny , jak mysz kościelna , cwaniaczek z Pragi zdobył piękną , dumną i niedostępną pannę Sajkowską , córkę pana profesora Leona Sajkowskiego - legendę całego uniwerku  .

Przeskok, usta, cięcie, ucieczka, przeskok, usta, cięcie, ucieczka, przeskok...

Czemu traktowali go jak dziecko, czemu nikt nie zauważył że, on przechodzi takie samo szkolenie jak inni , a tata i Władek zachowywali się okropnie ! Na szczęście miał Betty , Violę i  inne. Angielki nie były takie ładne jak polki ale ujdą ... Nie lubił tej teorii , było jej strasznie dużo , wolał biegać , strzelać, coś robić  ! Ale nie , oni po robocie szli do pokoju i ... spali ( ojciec, Władek ) , albo patrzyli się godzinami na zdjęcia swoich lubych ( Janek ) , względnie uczyli się map ( Bronek , kujon ) Oh , kiedy będzie ten skok !

Przeskok, usta, cięcie, ucieczka, przeskok, usta, cięcie, ucieczka, przeskok...

Run, go, jump .... Co to jest ? To jakiś dziwny język , ale ojciec kazał się nauczyć.. Całe te szkolenie to pestka. Jak ktoś może tego nie zrobić , haha ! Władek często czuł że chętnie poszedłby do knajpy , ale Michał zaraz poderwał by wszystkie klawe dziewczyny . Girls - jak oni tu mówią. Chciałby już skoczyć , poczuć Polskę w płucach , na razie czuł tylko woń 26 młodych spoconych chłopaków... Fuj ! Wstyd przyznać ale tylko on z kolegów nie miał dziewczyny.... Nawet mu się jakieś podobały , ale co miałby zrobić ? Podejść .....i coś powiedzieć  ? O nie , raczej zostanie starym kawalerem... O jak chciałby , byc w Polsce, pokazał by Szwabom !

Przeskok, usta, cięcie, ucieczka, przeskok, usta, cięcie, ucieczka, przeskok...

Bronek nienawidził kapitana Bobby ' ego. Był jakiś dziwny , darł się o 10 sek. spóźnienia , czy inną duperelę ... ale trzeba wytrzymać dla Polski i dla .... Wandy.  Na szczęście znał angielski to mógł się pouczyć z tych książek ... Wszystko było " ok " , tylko ... mapy . Nigdy nie da mu się  znaleźć czegoś na mapie. Żeby tylko jakoś zdał ten " exam " ...

 

 
<< pierwsza < poprzednia 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 następna > ostatnia >>

Strona 16 z 27

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze