Strona główna Nasze opowiadania
Życie Larsa Rainera cz.1 "Inga i Alfi - miłośc z konieczności?"
Wpisany przez Teresa, Brwinów   
poniedziałek, 27 stycznia 2014 20:38

Bystry wzrok, dostrzegł w tłumie wylakierowanych dziewczątek, czyhających na bogatego męża, jedną, jedną z tych nielicznych od których widoku twój mózg zdaje się wirować w głowie. Jedną z tych, z którymi taniec wydaje się być niebem. Jedna z tych, które zawsze pozostają nieodgadnione. Właśnie, nieodgadnione. Ale ty i tak nie zamierzasz odpuścić, chociaż wiesz że nie warto. Ale one są zbyt piękne, zbyt piękne żeby słuchać rozsądku. Więc przedostanie się przez zalaną bezimiennym tłumem salę wydaje się być dziecinną igraszką. Idziesz na skrzydłach wręcz lecisz. Dochodzisz i? I stajesz oczarowany. Muzyka.
- Witam... Mogę panią prosić? - szeptam wpatrując się w nieporuszoną twarz owej damy. Mimo że zwykle byłem jednym ze śmielszych młodzieńców, dziś, przy tej nimfie nieziemskiej ogarnął mnie strach.
-My się znamy? - odpowiedziała nimfa. Czy my się znamy? A jakże przez cały miesiąc jeżdżę wszędzie gdzie ona. Staję i słucham, staję i słucham i... patrzę.
-Niestety, żałuję, ale nie... Możemy to nadrobić. Rainer. Lars... Rainer. - mówię a jej oczy rozbłyskują tajemniczo.
-Taniec. - szepcze nimfa.
Obejmuję jej talię. Jest szczupła i giętka. Piękna. Jej mała dłoń, wsuwa się w moją. Tańczy. Bez najmniejszego słowa, poświęca się tańcu a ja czekam na choć jedno. Widzi jak mnie katuje ową niepewnością, bawi ją to niezmiernie. Zaraz ucichnie muzyka, o Boże w którego nie wierzę, zrób coś jeśli twa potęga istnieje.
- Chcesz znać moje imię. - to nie brzmi jak pytanie. Patrzę błagającym wzrokiem. Chcę, jak ja chcę.
-I...... n...... g......a - szepcze a ja już uwielbiam jej imię, jej szept, jej suknię, ją.
- Inga, Inga - jestem oczarowany, nie mogę powiedzieć nic więcej.
- Kim jesteś? - pyta się, a ja wiem że nie chodzi o zawód. Chodzi o mnie.
Kim ja jestem. Nie wiem. Nie mam pojęcia. Dlaczego się o to pyta? Mam powiedzieć jej prawdę? Że wobec potęgi Fuhrera, jestem nikim? Że znaczę mniej niż zwykły pyłek? Że nie jestem nikim ważnym i dostojnym?
- A ty? Kim jesteś Ingo? - pytam się jej zamiast odpowiedzi.
-Boisz się. Lars, boisz się?
- Nie, nie Inge nie boję się niczego.
-To dobrze Laars, bo Ingeborn Neumann gardzi tchórzami.
- Ingeborn Neumann? Słyszałem o tobie Inge...
- No ja myślę! A kto o mnie nie słyszał? - uśmiecha się prowokująco. O jakże wielką mam ochotę, żeby ją pocałować.
- Jesteś dumna Inge... Polacy... oni o tobie nie słyszeli. - uśmiecham się do niej.
- Dlaczego miałabym być skromna Larsie Rainerze? - pyta z lekką złością.
- Och, Inge, nie chcę cię urazić... Jesteś tak piękna Inge... - schodzę na bezpieczny tor rozmowy, podoba mi się jej imię wymawiane jako "Indż" lub "Ing", jest takie... egzotyczne.
- Inguś?! - tuż za nami, rozlega się krzyk.
- Tak?! Alf! Już jesteś? Jak się cieszę! Podróż była wygodna? Ile u nas zabawisz? - Nie była sobą, widziałem w jej oczach, że nie darzyła tego kogoś zbytnią sympatią.
-Inga! Kochanie ty moje! Tak, było dość wygodnie... Ale nie tak jak u ciebie, ma belle. - odparł mężczyzna o aryjskiej urodzie i dość eleganckim sposobie bycia. Był z Gestapo, i niestety był też wyższy stopniem...
- To Lars Rainer, poznała go dzisiaj. -wyjaśniła pośpiesznie, spoglądając bojaźliwie na Alfa. Nie mogłem uczynić nic innego jak stuknąć z poważaniem obcasami, butów z galowego munduru. Alfred, bo to imię kryło się za zdrobnieniem "Alf" lub "Alfi", spojrzał na mnie beznamiętnie i lekceważąco.
- Nie słyszałem o panu, jest pan tu nowy? - spytał się z kpiną w głosie.
-Jestem tu dopiero od tygodnia, herr brigadefuhrer.
- Alf?
-Tak Inge?
-Ile zabawisz w Berlinie?
-Myśle że parę dni. Wiesz kochana, nie mam czasu włóczyć się po lokalach... - spojrzał na mnie wyzywająco.
- Tak krótko? Musisz? - udawała smutek.
- Nie płacz moja droga, zaraz uczcimy mój przyjazd. Kelner!
- Tak, herr brigadefuhrer?
-Szampana! I kawior!
-Dla ilu osób stolik?
-Dla... dwóch.
- Do widzenia Lars... - mruknęła Inge i puściła mi oko, gdy Alfi na chwilę się oddalił.
- Spotkamy się jeszcze Inge? - spytałem błagalnym głosem.
- Może... Nie wiem co przyniesie los, Laars. Czekaj na mnie...
- Będę czekał, do śmierci. - tu uśmiechnąłem się od niej i odszedłem nie obracając się ani razu.
***
3 lata później.
Warszawa, rok 1943
Miałem dość. Miałem dość wszystkiego i wszystkich. Tych przebrzydłych upartych wiecznie stawia polaków, tych nierozumiejących rozkazów Niemców. A szczególnie dość miałem Rappkego. Uwe Rappke był jak glizda. Przypominał ją wyglądem i charakterem. Oczywiście był również tak samo inteligentny jak dżdżownica. Siedziałem w małym, lekko popsutym i zeszmulałym gabineciku w Warszawie. Tak, ja Lars Rainer siedziałem w miejscu które przypominało bardziej gabinet pierwszego lepszego oficera Abwhery, niż szefa warszawskiego gestapo. Zadzwonił telefon. Jeśli to Rappke, to przysięgam na Fuhrera że go chyba zabiję.
- Tak?! - huknąłem w słuchawkę.
- Panie obersumbanfuhrer jakaś kobieta do pana.
- Kobieta? Polka? -może to Nina, albo inna polska agentka.
- Nie, Niemka. Prosić?
- Niemka? Proś.
- Tak jest!
Kto to mógł być? Nie miałem zielonego pojęcia. Może moja matka? Albo siostra? Ale one nigdy by tu nie przyjechały. Delikatnie mówiąc nie były ze mnie dumne. Drzwi otworzyły się i do pokoju weszła nieziemsko piękna kobieta.

 
Zagubione dni. cz.1 Spotkania
Wpisany przez Teresa, Brwinów   
poniedziałek, 27 stycznia 2014 20:36

Ruda: Ruda stała przy oknie, czekała na Władka. Wspominała te wszystkie dni, więzieniu. Bała się wtedy jak nigdy przedtem. Myślała że zginie. I... Nie nie nie powinna o tym myśleć. Musi o siebie dbać. Konarska spojrzała na swój brzuch, i uśmiechnęła się pod nosem. To cud. Już niedługo...

Lenka: Młoda kobieta stała przy oknie, po jej policzku spływały łzy. Czekała na Michała i Jasia. Kiedyś przed wojną wyobrażała, sobie swoją rodzinę, szczęśliwa, radosną, z... Jankiem. Nie, nie, była szczęśliwa z Michałem... Ale często czuła się winna. Spojrzała w ciemne ulice Warszawy. Zastanawiała się jak zareaguje Misio, na wiadomość o dziecku. Niby świetnie dogadywał się z Jasiem, ale...

Wanda: Aktorka stała w oknie, czekała na narzeczonego. Miał wrócić już pół godziny temu! Wróciła do teatru, a teraz zdarzył się cud, będzie miała dziecko. Chyba, bo pewności nie ma. Ale jeśli będzie, to na pewno to dziecko Bronka. Wtedy Schnaidera... Nienawidziła tamtych wspomnień, zastanawiała się co stało się z Niną, zgubiły się. Myślała o nowej premierze, " Tristan i Izolda ", wspaniałe.. Teraz oprócz radia, miała też scenę!

Władek: Wracałem spokojnie do domu, do Wiktorii, gdy nagle za ulicy zamajaczyły mi dwie sylwetki. Przyjrzałem sie im dokładniej, i rozpoznałem że z moim bratem idzie,... Bronek. Myślałem że wyjechał. Podbiegłem do nich, i przywitałem się z Bronkiem. Zaprosiłem ich do domu. To się Wiktoria uciesz y. Z moim bratem miałem kontakt ale... Bronek. Zawsze go lubiłem, ale nie tak jak Janek, pomyślałem i uśmiechnąłem się smutno. Wtedy gdy umarł miałem, własne problemy, Ruda była aresztowana. I to Bronek był przy Janku, przy Lence. Ciekawe jak zareaguje na wiadomość o Lenie i Michale.

Michał: Wracałem do domu, prowadziłem Jasia i opowiadałem mu bajkę. Wzorowy tata. Gdy nagle ktoś złapał mnie za ramię, obrócił się... i Bronek. Bronek? To niemożliwe.. Przywitałem się z nim,,cały czas bałem się ze spyta się dlaczego jestem z Jasiem... Na szczęście spotkaliśmy Władzia który zaprosił nas do siebie. Postanowiłem że odprowadzę Jasia i do nich dołączę. Gdy to powiedziałem, Bronek uznał że najpierw musimy zajść do niego, bo Wanda sie pewnie martwi, a następnie odprowadzimy Jasia do Leny. Wydało mi się, że to właściwy moment aby powiedzieć Bronkowi o Nas. Jednak, Jasio mnie uprzedził mówiąc - Tatusiu, chodźmy do domciu... - często mówi do mnie tatusiu, mimo że wszystko wie. Czasem, czuję że Janek, obserwuje mnie z góry i jest szczęśliwy.

Bronek: Wybrałem się jak co dzień do parku, lubiłem te samotne spacery po pracy. Nagle zauważyłem, mężczyznę z małym chłopcem, bawiących się w berka... Przyjrzałem się im... i rozpoznałem Michała. Gdy po paru minutach dołączył do nas Władek, czułem się wspaniale. Zdziwiłem się gdy mały Jasio, nazwał Michała " tatusiem " - to niedorzeczne! Muszę się dowiedzieć co jest między Lenką a Michałem.

Katia: Wracałam do domu po lekcjach, nie miałam pomysłu na dalsze południe. Pewnie pomogę mamie sprzątnąć mieszkanko, nie może się męczyć, a potem odrobię lekcje. Niedługo mam urodziny, zaproszę wujka i ciocię, z małym. Może ktoś jeszcze przyjdzie... Na pewno dostanę nową sukienkę, tata mi obiecał. Cudownie, jest być w domu.

 
<< pierwsza < poprzednia 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 następna > ostatnia >>

Strona 15 z 27

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze