Strona główna Czas Honoru w Kielcach - szczegółowa relacja
Czas Honoru w Kielcach - szczegółowa relacja

26 października na Wzgórzu Zamkowym w Kielcach, w Ośrodku Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej odbyło się wyjątkowe spotkanie pod hasłem: "Czas Honoru w Kielcach".

Gośćmi wieczoru byli aktorzy serialu "Czas honoru": Agnieszka Więdłocha (Lena), Wojciech Majchrzak (Krawiec) oraz pochodzący z Kielc Mariusz Ostrowski (Ernest). Rozmowę z aktorami poprzedził pokaz fragmentu filmu Pawła Kędzierskiego "My, cichociemni. Głosy żyjących".

Rozmowę prowadził filmoznawca dr Piotr Kletowski.

Organizatorzy nie spodziewali się tak dużego zainteresowania tym wydarzeniem. Na kilka dni wcześniej nie było już wolnych miejsc. Sala główna dosłownie pękała w szwach. Dodatkowe krzesła ustawiono na korytarzu, a także na parterze budynku, gdzie osoby, którym nie udało się uzyskać zaproszeń, mogły oglądać przebieg rozmowy na ekranie telebimu.

 

 

W czasie długiej rozmowy poruszono wiele wątków i aspektów dotyczących serialu. Aktorzy mówili o tym, jak bardzo wczuwają się w swoje postaci i mocno przeżywają razem z nimi ich sytuację.

Pierwsze pytanie jakie zadał prowadzący dotyczyło realności postaci granych przez poszczególnych aktorów.

Agnieszka Więdłocha: - Bardzo nam zależy, żeby nasze postacie uczłowieczyć, i żeby widz oglądając nas i naszych bohaterów miał poczucie, że to naprawdę mogło się zdarzyć, a po drugie, żeby odnajdywali w tych postaciach siebie. (...)
Kręcąc ten serial myślimy o tym, że są to żywe postacie z problemami, i że widzowi (który śledzi losy bohaterów - red.) będzie może łatwiej podjąć jakąś decyzję w swoim życiu.

- Czy przygotowując się do roli, sięgali Państwo do źródeł o Cichociemnych?

Wojciech Majchrzak: - Ja grałem w tym serialu dwie postacie: w pierwszej serii kapitana w Narodowo-Ludowej Organizacji Wojskowej, a dwie serie później już w szeregach AK ZWZ. Okazuje się, że mogło się tak zdarzyć, że "narodowiec" mógł się stać członkiem AK. Znalazłem w źródłach życiorys człowieka, który rzeczywiście przebył taką drogę. W czasie wojny wszyscy walczyli z Niemcami i gdy wstępowali w szeregi jakiegoś ugrupowania, to często nie wiedzieli z kim mają do czynienia. Po kilku miesiącach okazywało się, że oni są u "narodowców" albo w ZWZ.

 

 

- Czy często scenariusz ulega zmianom podczas realizacji poszczególnych scen?

Mariusz Ostrowski: - Gdy wchodzimy do jakiegoś pomieszczenia historycznego, udziela nam się jego energia i tzw. klimat, w związku z czym bardzo często dane miejsce oddziałuje na twórców i zdarza się, że to co zostało zapisane na papierze, w scenariuszu jest zmieniane pod wpływem tego miejsca.

- Czy mają Państwo wrażenie, że wchodzą niejako w skórę ludzi niezwykle ważnych i odtwarzają wydarzenia, które zaważyły na losie nie tylko bohaterów, ale całego naszego społeczeństwa?

Wojciech Majchrzak: - Kilka razy miałem takie wrażenie. Biegając 12 godzin po lesie, uciekając przed bolszewikami czuje się zmęczenie i trud, i w pewnym momencie spojrzenia aktorów się spotykają i mówią "to tak było i to było ciężkie".

- Czy to prawda, że może powstać kolejna seria?

Agnieszka Więdłocha: - Słyszałam o takich planach, ale decyzja nie została jeszcze podjęta. Miała tylko telefon z pytaniem: czy ewentualnie, gdyby kręcona była VI seria, to czy byłabym chętna do zagrania w niej, na co odpowiedziałam - oczywiście, że tak! Słyszałam też plotki, że jeśli będzie kolejna seria, to pokaże wydarzenia do 1965 roku, ale słyszałam, że może będzie jakaś retrospekcja z Powstania Warszawskiego, więc właściwie na razie nie wiadomo nic.
Serial cieszy się dużą popularnością, my lubimy w nim grać, produkcja lubi go kręcić, wszyscy są na tak, więc dlaczego nie?

- Byłoby rzeczą niezwykłą, gdyby w "Czasie honoru" miliony widzów zobaczyły obrazy z Powstania Warszawskiego.

Agnieszka Więdłocha: - Problem polega na tym, że pokazanie Powstania Warszawskiego jest trudne finansowo i technicznie. Producent stanął przed dylematem - czy kręcić i zrobić to "po łebkach", czy lepiej nakręcić inny okres wojny i skupić się na nim konkretnie i więcej rzeczy pokazać. Myślę, że to dobra decyzja, bo pokazanie Powstania Warszawskiego pobieżnie i na szybko, nie byłoby w porządku wobec tych ludzi, którzy to przeżyli i walczyli w powstaniu.

- Wiele scen Czasu Honoru pokazywały ból fizyczny bohaterów. Jak Państwo dają sobie z tym radę gdy trzeba niejako wejść w ich rolę?

Agnieszka Więdłocha: - My możemy sobie to wszystko tylko wyobrażać. Czasami jest ciężko pojąć, że takie rzeczy miały miejsce, i że ci ludzie tyle przeszli. To wszystko rodzi się w naszej głowie i to co się urodzi, jesteśmy w stanie pokazać. Rozmawiałam z Magda Różczką, która opowiadała o tym, że grane przez nią sceny na Pawiaku śniły jej się później po nocach. Mój czas przeżyty na Pawiaku też nie był łatwy.  Poród, stare sienniki, brud - wszystko to było bardzo realistycznie przygotowane, więc jak weszłam do tej celi, to pomyślałam: to jest tylko serial, spokojnie, zaraz pojadę do domu i wszystko będzie dobrze. Myślę, że to bardzo działa na psychikę aktora, ale też wszystkich, którzy pracują przy tym projekcie.

Wojciech Majchrzak: - Gdy już jesteśmy ucharakteryzowani, mamy siniaki, bąble pod oczami, to patrząc na siebie w lusterku zaczynamy się wczuwać w ten ból, cierpienie.

- Czy korzystają Panowie z pomocy kaskaderów, czy wszystkie sceny grają osobiście?

Wojciech Majchrzak: - Wszystkie sceny gram sam, jedynie moment śmierci wykonał człowiek, który umie wejść na minę i wybuchnąć - zażartował aktor.

Mariusz Ostrowski: - Ja nie miałem takich scen, w których potrzebny byłby kaskader.

 

- Wartością filmu jest też to, że nie brakuje wątków lirycznych, romantycznych, które powodują, że świat, który oglądamy w serialu jest pełnowymiarowy. Czy dzięki temu widzowie bardziej identyfikują się z serialowymi bohaterami?

Agnieszka Więdłocha: - To jest właśnie najciekawsze - pokazać relacje międzyludzkie w trudnym czasie. Bez tych wątków melodramatycznych serial nie byłby taki ciekawy. Najchętniej oglądamy to, co się dzieje między ludźmi, ich problemy i relacje. Bez tego, byłby to film dokumentalny.

Aktorzy odpowiadali też na pytania widzów oraz fanklubowiczów.

- Jak to jest grać w takim serialu, który jest bardzo wyjątkowy, nieprzeciętny dla nas oglądających go? - zapytała nasza koleżanka Oliwia.

Mariusz Ostrowski: - Zarówno ja, jak i moi koledzy mamy poczucie, że bierzemy udział w czymś bardzo wyjątkowym. Wszystkie role są potraktowane z pietyzmem.

Agnieszka Więdłocha: - Kochamy tą pracę! Jestem przekonana, że wszyscy, którzy grają w "Czasie honoru", mają ogromną radość z przychodzenia na plan, co nie zdarza się przy każdym projekcie. O nim się nie zapomina, wracając do domu nadal myśli się o pracy. Czy dobrze się to zrobiło? Czy może trzeba było inaczej zagrać? Co ja jutro kręcę? Czytam scenę, kombinuję jak to zagram, co pokażemy, co będzie najważniejsze ...
Ta praca jest jedną wielką pasją. Chyba widzowie tak bardzo pokochali ten serial, bo jeżeli my dajemy serce temu projektowi, to oni też to widzą i też dają swoje serce, stąd tyle serii.

Wojciech Majchrzak: - Czujemy tą wyjątkowość. Jesteśmy w takiej sytuacji, że "przepychamy" tą historię, "przepychamy" te granice naszej wiedzy do przodu. Ostatni raz sytuację po wyzwoleniu widziałem w "Czterech pancernych", a tutaj mam 13 pełnych odcinków i oglądam te sytuacje zupełnie inaczej niż je znałem z dzieciństwa. Dla mnie jest to wielki szok, dlatego jest to dla mnie wyjątkowe. Widzę, że przychodzi kolejny okupant, a wcześniej otrzymywałem wiedzę zupełnie inną.
Widzę w tym serialu poszukiwanie historycznych smaczków. Na przykład w IV serii była scena podłożenia bomby na dworcu kolejowym w Berlinie. Otóż jeden z reżyserów, Polak mieszkający w Los Angeles, który jest również scenarzystą, powiedział "co wy tutaj gracie - jakieś bajki, jakieś bomby w Berlinie?". Ja grałem postać, która wydaje chłopakom rozkaz podłożenia tej bomby, to poczułem się za to odpowiedzialny. Zablefowałem i powiedziałem: "- Na pewno tak było", nie do końca w to wierząc, ale skoro Jarosław Sokół tak napisał, to pewnie tak było. Później sprawdziłem dostępne źródła i okazało się, że rzeczywiście tak było, co prawda nie zginęło tak dużo ludzi, ale było kilkanaście akcji podkładania bomb w Berlinie. Jestem pełen uznania dla scenarzysty, który potrafi takie historie znaleźć, opisać i nam przedstawić jako sensacje.

 

 

Prowadzący spotkanie - dr Kletowski powiedział, że nieżyjący już reżyser Janusz Morgenstern wyraził w rozmowie z nim uznanie dla "Czasu honoru" i przyrównał znaczenie tego serialu do swojego filmu "Kolumbowie".
Filmoznawca dodał, że polscy filmowcy czują odpowiedzialność, za to żeby tworzyć takie seriale jak "Czas honoru", które przywracają pamięć, a jednocześnie pozwalają młodym ludziom, którzy te filmy oglądają, czerpać wzorce osobowościowe.

Będący na spotkaniu Marek Jończyk z IPN pogratulował aktorom i producentom serialu, zaznaczając, że muszą mieć świadomość, iż biorą udział w wielkim przedsięwzięciu, a patrząc na frekwencję dzisiejszego spotkania, odgrywają istotną rolę w edukacji historycznej. Dodał, że "Czas honoru" jest bodajże pierwszym serialem w historii Polski, który traktuje o AK i żołnierzach wyklętych.

Wśród zaproszonych na spotkanie gości był bohater walk partyzanckich ziemi świętokrzyskiej Andrzej Pawelec. Powiedział, że znał cichociemnych, czyli ludzi, którzy byli pierwowzorami bohaterów serialu.

 

Andrzej Pawelec

 

Mariusz Ostrowski zapytany o to, czy wie, jak to się stało, że grany przez niego bohater - Ernest - przeżył ostatnią akcję IV serii, w której został śmiertelnie ranny, odpowiedział humorystycznie, że najczęściej jest tak, iż ktoś kto "dostaje kulkę", to upada na ziemie i nie żyje, ale w przypadku Ernesta owszem było pokazane, jak został trafiony, ale już nie było widać jak upada. Aktor opowiedział też historię z planu zdjęciowego, w której Maciej Zakościelny po jednej ze scen, w której traci przytomność powiedział, że widzowie będą chyba myśleli, że umarł.

 

Agnieszka Więdłocha odpowiadając na pytanie jak przygotowywała się od swojej roli, powiedziała, że oprócz książek, skarbnicą wiedzy o tamtych czasach są jej dziadkowie i to oni jej dużo na temat wojny opowiadali. Teraz śledzą "Czas honoru" z zapartym tchem i cieszą się, że ich wnuczka gra w tym serialu.

Podsumowując rozmowę, prowadzący powiedział, że młodzi ludzie, którzy przyszli na spotkanie są dowodem na to, że "Czas honoru" trafia do tych, do których powinien trafić. Młodzież śledząc losy swoich ukochanych bohaterów, uczy się jak żyć.

 

 

Oficjalna część spotkania zakończyła się podziękowaniami dla aktorów oraz gromkimi, długimi brawami dla nich.

Później każdy mógł podejść do gości, krótko porozmawiać, zrobić wspólne zdjęcie, uzyskać autograf. Ta nieoficjalna część zakończyła się wspólną, pamiątkową fotografią aktorów i fanklubowiczów.

 

 

Więcej zdjęć ze spotkania w naszej galerii.

 

Opracowanie:
Anna Chwastek, Magdalena Gładysz

 

Przykro nam, ale nie możesz komentować tego artykułu, ponieważ nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub załóż konto, jeśli go jeszcze nie posiadasz. Zapraszamy!

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze