Strona główna Wywiad z Michałem Kwiecińskim - producentem "Czasu honoru"
Wywiad z Michałem Kwiecińskim - producentem "Czasu honoru"

27 października 2013

"HOBBY JEST MOJĄ PRACĄ I MOJA PRACA MOIM HOBBY"

Rozmowa z Michałem Kwiecińskim, reżyserem i producentem serialu "Czas honoru", prezesem Akson Studio.

- To już szósta seria "Czasu honoru". Czy możemy wrócić wspomnieniami do początków historii serialu? Jak to się wszystko zaczęło, skąd zrodził się pomysł na taki serial?

- Pomysł zrodził się z rozmowy, którą odbyłem z Jarkiem Sokołem, scenarzystą, który zajmuje się nie tylko historią, jest też autorem świetnych komedii i dramatów. Pomyśleliśmy, że jest taki czas w telewizji polskiej, że dobrze byłoby wrócić do seriali historycznych, bo tego typu serialu od dawna, praktycznie od dwudziestu paru lat, nie było.

Dlaczego jako temat wybraliśmy drugą wojnę światową i cichociemnych? Dlatego, że wydało nam się, że druga wojna w jakimś sensie nadal jest obecna w naszych domach poprzez dziadków, pradziadków. Ta tematyka jest wciąż dosyć bliska. Gdybyśmy wrócili do pierwszej wojny światowej, czy epok jeszcze wcześniejszych, byłaby to historia już zupełnie daleka, zamknięta gdzieś w przeszłości. Druga wojna światowa jest tematem ciągle otwartym. Nadal żyją żołnierze, powstańcy, ludzie, którzy pamiętają tamten okres. Chcieliśmy, żeby temat naszego serialu był bliski świadomości widza. Zdecydowaliśmy też, że powinien być to serial sensacyjno-przygodowo-melodramatyczny. Stąd pomysł na cichociemnych: lądowanie cichociemnych na terenie Polski było dobrym punktem wyjścia do opowiedzenia historii ich pobytu w Polsce właśnie w takiej konwencji. To był doskonały początek serialu: nasi bohaterowie pojawiają się w Polsce i wchodzą w świat okupowanej Warszawy, a widzowie wraz z nimi.

 

- Reżyserował Pan pierwszą i drugą część serialu. Teraz pracuje Pan wyłącznie jako producent. Na czym polega praca producenta?

- Praca producenta polega między innymi na porozumieniu się ze scenarzystą, znalezieniu właściwego tematu - tak jak to miało miejsce w przypadku pierwszej transzy. A w przypadku kolejnych części: ustaleniu, o którym kolejnym okresie drugiej wojny światowej, czy lat powojennych, będziemy opowiadać. Trzeba zamówić scenariusz, trzeba zapłacić za ten scenariusz, trzeba znaleźć właściwych aktorów, a w przypadku każdej kolejnej transzy zwołać chłopaków i powiedzieć: "Słuchajcie, znów będziemy kręcić od kwietnia do sierpnia". Wszyscy główni aktorzy bardzo chętnie grają w "Czasie honoru", mam wręcz poczucie, że czekają na ten coroczny sygnał, że jednak zbieramy się kolejny raz.

- Która z ról jest trudniejsza: reżyserowanie serialu czy bycie jego producentem? W której z nich czuje się Pan bardziej spełniony?

- Na pewno każdy spełnia się bardziej w roli reżysera, dlatego że jest to praca twórcza. Rola producenta polega nie tylko na byciu kreatywnym, ale też na zarządzaniu funduszami, podpisywaniu umów, czyli na pracy biurowej, która nie jest zbyt efektowna. Efektowny jest finał tej pracy. Jeżeli chodzi o kreatywność, to zdecydowanie wolę być reżyserem. Natomiast jeżeli chodzi o poczucie, że robię coś dobrego chociażby dla młodych widzów, to wydaje mi się, że rola producenta też jest bardzo ważna - beze mnie jako producenta ten serial w ogóle by nie powstał. Dla publicznego dobra lepiej być producentem, ale dla siebie lepiej być reżyserem.

- Zdjęcia do każdej transzy trwają około czterech miesięcy. Jak długo zajmują przygotowania do zdjęć i ile trwa etap "pozdjęciowy"?

- Przygotowania do zdjęć też trwają około czterech miesięcy. Trzeba znaleźć odpowiednie lokacje do realizacji poszczególnych scen, czyli miejsca, w których nadal fragmenty ulic czy mieszkań przypominają mieszkania i ulice z czasów, w których dzieje się serial. Oczywiście jest to coraz trudniejsze w Polsce w tej chwili. Postprodukcja trwa kolejne dwa i pół miesiąca, tyle że rozpoczyna się jeszcze podczas zdjęć. Kiedy tylko zrealizowane są materiały do kolejnych odcinków, można je montować i dodawać muzykę. Postprodukcja to m.in. właśnie montaż, udźwiękowienie, a także efekty specjalne, których wykonanie też trwa dosyć długo.

- Czy jest Pan częstym gościem na planie "Czasu honoru"?

- Jako reżyser serialu - wiadomo - codziennie. Potem bywałem częstym gościem. Teraz mam pełny kontakt z planem poprzez osoby, które pracują u mnie w biurze przy produkcji tego serialu i jeżdżą regularnie na plan. Sam rzadziej bywam na planie, ponieważ producent bywa na planie, kiedy dzieje się coś złego, a nie dla przyjemności. Jeżeli dzieje się coś złego, to natychmiast jadę na plan, ale zdarza się to bardzo bardzo rzadko. Już się nie boję się o ten projekt, bo jest on już, że tak powiem, "naoliwiony" - jest to tak dobrze funkcjonujący mechanizm produkcyjny, że nie ma już potrzeby bym nadzorował go osobiście.

- Rzesza widzów i wiernych fanów, dwie Telekamery, fankluby, ogromna oglądalność. Z czego Pana zdaniem wynika fenomen tego serialu? Czy to popularni aktorzy przyciągają widza, czy losy bohaterów i okres historyczny, kiedy rozgrywa się akcja, czy może brak innych tego typu produkcji w ostatnich latach?

- Myślę, że ten projekt jest szczególny. Te wszystkie elementy, o których pani mówi, czyli i aktorzy, i historia, i to że to jest serial historyczny składają się na jego wyjątkowość. Robiłem inne seriale historyczne i one nie miały takiego odzewu, co oznacza, że w tej propozycji jest coś co ją wyróżnia. Wydaję mi się, że na pewno jego siłą są aktorzy, dzięki którym udało się stworzyć serial w formule, która nie przytłacza widza, jest "niemartyrologiczna" - pokazujemy nie tylko cierpienie i okropności wojny. Bohaterami są bardzo młodzi ludzie i sądzę, że to jest bardzo ważne - oni razem z nami, już przez sześć lat, dojrzewają na ekranie. Ludzie się z nimi utożsamiają. Fenomenem jest to, że mamy coraz większą, a nie coraz mniejszą, oglądalność, co by się mogło wydawać naturalne w przypadku kolejnego sezonu. Z czego to wynika? Oglądają nas przede wszystkim bardzo młodzi widzowie, których z serii na serię przybywa. Co ciekawe, starsza widownia naszego serialu nie ogląda, ponieważ bardzo często starsi widzowie mówią, że oni jeszcze pamiętają te czasy i przypominanie ich sprawia im ból, oglądając serial, denerwują się i bardzo wszystko przeżywają. Sądzę, że "czas honoru" jest skierowany przede wszystkim do młodszej widowni, która niewiele wie o okresie wojny, ale interesuje się historią i nasz serial w dosyć przystępnej formie przybliża jej te czasy. To nie jest żadna poważna lekcja historii z datami, wymagająca wielkiego skupienia, kiedy co się wydarzyło. Nasz serial opowiada historię ludzi, mówi o historii przez losy konkretnych bohaterów. Wydaje mi się, że siłą "Czasu honoru" jest to, że nie jest to klasyczny serial historyczny, tylko serial obyczajowy, dziejący się w czasie wojny.

- Jaki jest Pana ulubiony bohater?

- Odtwórcami głównych ról są aktorzy, z którymi w większości pracowałem wcześniej przy moich filmach, zwłaszcza przy filmie "Jutro idziemy do kina", dlatego nie mogę mówić o jednym ulubionym bohaterze. Ja tę czwórkę aktorów uwielbiam, są jak moi synowie i dlatego nie mogę mówić o tym, że którąś z postaci lubię bardziej. Ja ich traktuje jako jedność. Nie rozróżniam ich, dla mnie oni są zwartą czwórką i bardzo żałuję, że jeden z nich musiał w poprzedniej serii zginąć. Ale kiedy będziemy robić serię o Powstaniu Warszawskim, Janek powróci z niebytu.

- Kilka miesięcy temu, zdradził Pan w jednym z wywiadów, jakie jest Pana marzenie związane z "Czasem honoru". Powiedział Pan, że chciałby, aby powstała kolejna, ostatnia już część serialu, która będzie ukazywać losy bohaterów właśnie podczas Powstania Warszawskiego. Czy może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat?

- Właśnie przygotowujemy się do realizacji tej serii, między innymi dlatego, że w przyszłym roku przypada 70. rocznica Powstania Warszawskiego. Dlaczego do tej pory nie powstała część o Powstaniu, dlaczego pominęliśmy ten okres, biorąc na warsztat w kolejnych serial kolejne lata wojny? Dlatego, że wyprodukowanie serialu o Powstaniu Warszawskim jest bardzo kosztowne. Powstanie to szczególny okres - nie tylko pod względem historycznym, politycznym, ale również jeśli chodzi o kostiumy, wygląd ulic: barykady, stopień zniszczenia miasta itd. Nie ma już w Polsce praktycznie żadnych ruin, które mogłyby zagrać zrujnowaną Warszawę - z jednej strony to bardzo dobrze, że wyszliśmy z gruzowiska, z drugiej jednak strony, nie ma gdzie kręcić tego typu filmów. Mamy zapewnienia od telewizji publicznej, że w związku z 70. rocznicą powstania, telewizja znajdzie dodatkowe środki, aby tę bardziej kosztowną produkcję sfinansować. Mam nadzieję, że te plany uda się zrealizować.

- Pół roku usiłowałam umówić się z Panem na spotkanie. Domyślam się, że Pana brak czasu jest spowodowany ogromem obowiązków związanych z najnowszą produkcją, jaką jest "Miasto 44". Czy mógłby Pan porównać tą produkcję do "Czasu honoru" pod względem organizacyjnym, liczby aktorów, statystów, dekoracji, rekwizytów?

- To są niestety zupełnie dwa różne światy, bo po jednej stronie mamy dwie godziny kinowego filmu fabularnego, a po drugiej jedenaście godzin telewizyjnego serialu. A liczba dni zdjęciowych obu tych produkcji - tych dwóch godzin i tych jedenastu godzin - jest identyczna. Samo to już świadczy o tym, że to już zupełnie inna skala: i jeśli chodzi o scenografię, i kostiumy, i liczbę aktorów, i scen kręconych dziennie. Przede wszystkim film fabularny "Miasto 44" jest filmem realizowanym z olbrzymim rozmachem. Każda scena dzieje się w innym miejscu. Trzeba było odtworzyć całe ulice. Można wejść na Facebooka, na "Miasto 44" i na fotosach zobaczyć jaki jest rozmach tego filmu. Te dwie produkcje są z mojego punktu widzenia nieporównywalne. Również jeśli chodzi o budżet: film jest kilka razy droższy, niż serial, czyli de facto, tamto jest potwornie drogie i dużo krótsze, a to jest dużo tańsze i dużo dłuższe. "Miasto 44" nazywane jest polską superprodukcja. Produkcja serialu historycznego jest kosztowna, ale jednak to jest serial telewizyjny, który się rządzi zupełnie innymi prawami, skromniejszymi po prostu.

- Ma Pan bardzo dużo pracy i obowiązków, ale kiedy znajduje Pan wolą chwilę, to jak ją Pan zagospodarowuje? Jakie jest Pana hobby oprócz filmu?

- Hobby... ja jestem osobą tak zajętą, że nie mam czasu na jakieś szczególne hobby oprócz chodzenia do kina, co oznacza przebywanie ciągle w tym samym kręgu. Pewnie moją wadą jest to, że nie mam hobby typu konie, żeglarstwo, czy wędkarstwo. Wszystkie moje zainteresowania obracają się raczej wokół tego, co robię zawodowo. Hobby jest moją pracą i moja praca moim hobby. To wszystko się przenika. Bardzo dużo czytam, ale książki też czytam pod kątem możliwości wykorzystania ich w pracy, a nie dla czystej przyjemności czytania - patrzę, czy nadają się na scenariusz,. To na pewno nie jest zdrowe, ale tak jest. To rodzaj choroby albo skrzywienia zawodowego. Jeżeli miałbym chwile przerwy, to chciałbym coś budować, jakiś dom albo hotel. Zająć się czymś związanym z budownictwem, ale musiałbym po prostu mieć na to czas.

- Na koniec nasze tradycyjne, fanklubowe pytanie. Kim byłby Michał Kwieciński, gdyby nie został reżyserem i producentem filmowym?

- Nie słyszałem jeszcze takiego pytania [uśmiech]. Bardzo ciekawe pytanie i chyba z wiekiem człowiek znajduje na to jakąś inną odpowiedź. Nie wiem... Ponieważ jestem pracoholikiem, na pewno byłoby to związane z jakąś inną pracą, ale też wyłącznie pracą, bo ja bardzo lubię pracować. Bardzo dobre pytanie, bo ja sobie nie wyobrażam kim mógłbym być. Może taka będzie odpowiedź?

- Pragnę przekazać Panu serdeczne pozdrowienia od wszystkich sympatyków "Czasu honoru" i fanklubowiczów Fanklubu "Cichociemni". Dziękuję za rozmowę!

- Dziękuję bardzo!

_______________________________________

Warszawa, 29 lipca 2013
Rozmawiała Anna Chwastek, fanklubCichociemni.pl
Zdjęcie: foto.tvp.pl

 

Przykro nam, ale nie możesz komentować tego artykułu, ponieważ nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub załóż konto, jeśli go jeszcze nie posiadasz. Zapraszamy!

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze